« Powrót

Cierpienie w życiu Kolpinga

Udostępnij

Per aspera ad astra”. Przez cierpienie (trudy, dosłownie: ciernie) do gwiazd. Ta mądrość filozofów w pełni odnosi się do postaci bł. ks. Adolpha Kolpinga.

W pięknym niczym symfonia życiu kapłana były krzyże wznoszące jego czyny na coraz wyższy stopień duchowości. Te próby życiowe miały różny odcień i oscylowały między cierpieniem fizycznym a dotkliwymi doznaniami duchowymi.

Pierwsze utrudniały czy wręcz uniemożliwiały wiele szlachetnych działań, zaś te niewidoczne doświadczenia wewnętrzne zwykle stawały się motywacją do podejmowania kolejnych, bardzo trudnych wyzwań. Zarówno jedne, jak i drugie, hartowały go, kształtowały osobowość i w ten sposób przygotowywały do zbudowania gigantycznego Dzieła.

Dolegliwości fizyczne

            Kolping miał ciągłe problemy ze zdrowiem. Już w dzieciństwie wykazywał słabość i kruchość, a jego częste schorzenia zmuszały rodziców do oszczędzania go przy ciężkich pracach na roli. Trudności zdrowotne ujawniały się także w późniejszych latach życia szkolnego i czeladniczego. Z czasów studenckich pozostały ślady na twarzy po ospie, którą zaraził się, pomagając śmiertelnie choremu przyjacielowi. Powtarzające się dolegliwości musiały być dokuczliwe, bo jako młody człowiek zdobył się na mocne, wręcz prorocze stwierdzenie, zapisane w pamiętniku: „Muszę nosić w swojej piersi przeczucie śmierci”.

            Rektor Seminarium Duchownego w Kolonii tuż przed święceniami kapłańskimi naszego Patrona, w wystawionej mu opinii, nadmienia: „sumienny i pobożny, jednak o słabym zdrowiu, cierpi często na bóle podbrzusza i piersi”. Choroba widoczna była także w pierwszych latach kapłańskiej działalności, w Elberfeld, a potem w Kolonii. Ten coraz cięższy krzyż dźwigał przez kolejne lata aktywnej działalności społecznej i kapłańskiej, kiedy tworzył liczne Związki Rzemieślnicze oraz systematycznie gromadził młodych robotników, aby wzmacniać ich duchowo.

            Nigdy nie miał czasu dla siebie. Do swojego przyjaciela kieruje pełne refleksji słowa: „Wczoraj ukończyłem 50 lat. Nie ma co się dziwić, że wesoły nastrój powoli znika, a zaczynają pojawiać się siwe włosy. Jak długo mam jeszcze czekać na  wieczór spoczynku? Jeden Bóg wie, lecz jak długo trwa jeszcze dzień, dalej w imię Boże”.

            Wycieńczony pracą organizm stawał się jeszcze mniej odporny na choroby. Dokuczający reumatyzm, coraz częstsze krwotoki, zapalenie stawów i paraliż prawej ręki uświadamiały Kolpingowi, że zbliża się śmierć. Osłabiony do granic i prawie  pokonany przez chorobę, bierze jeszcze udział, na dwa miesiące przed śmiercią, w generalnym zebraniu stowarzyszeń katolickich w Trewirze, a ostatnią jego publiczną czynnością jest poświęcenie w Kolonii hospicjum dla czeladników.

            Ks. Sebastian Grzegorz Schaffer, pierwszy autor biografii ks. Kolpinga, tak opisuje ostanie chwile życia niezwykłego kapłana i społecznika: „Całe miasto podzieliło jego cierpienie. Przyjaciele i przeciwnicy oddawali choremu największy szacunek. Także w różnych kościołach kolońskich odprawiano nowenny. Wiele też osób prywatnych odczuwało głęboką stratę w osobie tego człowieka i pogrążonych było w modlitwie za niego. Na czele wszystkich modlących się za jego duszę stała szlachetna wdowa po cesarzu Karolina Augusta oraz wielu biskupów i kardynałów”.

Ks. Adolph Kolping zmarł w otoczeniu rodziny i przyjaciół 4 grudnia 1865 r., mając 52 lata. Przed śmiercią przekazał bratu swój cenny krzyż z poleceniem, aby nim się bronił.

Duchowe zmagania

            Bogata historia kapłana, twórcy wielkiego Dzieła, toczyła się niejako pod osłoną biblijnego Namiotu Życia, rozpostartego na filarach cierpienia. Po tych fizycznych, wspomnianych na początku, teraz należy zatrzymać się przy czterech równie bolesnych doświadczeniach duchowych.

Pierwszym z nich była dla dwudziestoletniego Adolpha śmierć matki, w której zawsze znajdował zrozumienie, pocieszenie i otuchę. Swój ból wyraził w wierszu. Oto jego fragment:

Na grób Twój ma Matko ukochana
Nieustannie w cichej dnia godzinie
Jakby jakaś moc niepokonana
Popędza mnie, zanim dzień przeminie.
I rozkazuje żalić się Tobie
Nad wielkich cierpień mych udrękami
Poskarżyć się nagli przy Twym grobie
Nad życia brzemieniem i ciężarami.
Nie mogę Ci już teraz wyrazić
Co miłość ma ku Tobie zawiera?
I znów nad cierpieniem się użalić
Nad znojem, co tak w życiu doskwiera.
Odeszłaś ma ukochana Matko
 Z ziemskiej krainy pielgrzymowania,
Lecz przecież odnajdę Cię znów prędko
W niebieskiej krainie królowania.

            To literackie wynurzenie jest wyrazem wielkiego cierpienia, które przeszyło serce kochającego syna. Jednocześnie, dzięki wierze, ma on nadzieję na powtórne spotkanie w Domu Ojca.

Młodzieńcza próba

            Innym filarem duchowego zmagania było wydarzenie z czasów robotniczego trudu. Młody Kolping musiał wtedy podjąć istotną decyzję. Wybrać bardzo korzystną ofertę lub odrzucić ją dla budzącego się pragnienia bycia kapłanem, podejmując nieznaną mu i niepewną drogę.

            Ceniony przez majstra oraz kolegów fachowiec, pracujący w znanym zakładzie szewskim w Kolonii, otoczony życzliwością i dobrocią szlachetnych, majętnych właścicieli, z budzącym się na horyzoncie uczuciem do ich córki, staje przed jasną propozycją przejęcia całego przedsiębiorstwa i związania się na stałe z rodziną przez małżeństwo z ich jedyną córką. Wydawać by się mogło, że tego rodzaju oferta jest nie do odrzucenia. A jednak Kolping z bólem serca nie przyjmuje tej  nęcącej propozycji, odchodzi i znajduje pracę w innym warsztacie.

            Tak opisuje ten dramatyczny moment: „Majster był dla mnie jak ojciec. Zwykł mówić, że gdyby wiedział, iż na zawsze pozostanę w jego domu, mógłby spokojnie umrzeć. Musiałbym być z kamienia, żeby nie zrozumieć, do czego ta mowa zdąża. Gdy pewnego dnia znowu mowa toczyła się wokół tego samego tematu (…), pospieszyłem do mojego pokoju, bowiem moje siły nie wystarczyły mi, by tym dobrym ludziom powiedzieć: <<Odchodzę>>. W moim pokoju wypłakałem się i z krucyfiksem w ręku odnowiłem swe postanowienie, by zostać kapłanem i prosiłem Boga o pomoc”.

Zniechęcające słowa

            Potem z najmniej oczekiwanej strony nastąpiło mocne uderzenie we wrażliwą duszę młodego człowieka. Kiedy stanął na progu życiowej decyzji – wypłakanej, wymodlonej i przecierpianej – udał się pełen ufności do proboszcza w swej rodzinnej parafii, by mu z radością zakomunikować, iż porzuca zawód szewca, aby być księdzem.

Zwykle kapłan cieszy się z takiej wiadomości, w tym jednak przypadku było inaczej. Kolping słyszy odtrącające słowa proboszcza: „Patrz ty, szewcu, swojego kopyta” (kopyto jest narzędziem do formowania butów – przyp. red.). Prawdopodobnie proboszcz miał przykre doświadczenia z podobnymi, spóźnionymi powołaniami. Przyszły błogosławiony i tę próbę przeszedł zwycięsko, nie zraził się.

Śmierć ojca

            Przychodzi najważniejszy dzień w życiu diakona Kolpinga, upragniony, wypracowany przez bolesne doświadczenia, wymodlony – dzień świeceń kapłańskich. Kiedy 15 kandydatów do kapłaństwa w uroczystej procesji podąża do kościoła, a wkoło rodzina, znajomi i przyjaciele, nagle przez tłum przedziera się rodzeństwo, by na ucho powiedzieć bratu, że w nocy zmarł w rodzinnym domu ich kochany ojciec.

Adolph nie mógł iść dalej, zbladł, jednak próbował opanować wzruszenie. Ojciec był mu najbliższym człowiekiem, doradcą, pomocnikiem, który tak zdecydowanie wsparł go kiedyś w postanowieniu, by rzucić rzemiosło i zastać kapłanem. Dzień, który młodemu kapłanowi przyniósł najpiękniejszą radość, stał się również dniem gorzkiego bólu.

W dążeniu do doskonałości chrześcijańskiej w życiu ks. Adolpha Kolpinga widzimy zatem trzy elementy: ciągłe wyzwalanie się z obciążeń „dawnego człowieka”, wewnętrzne oczyszczanie przez cierpienie oraz wytrwałą modlitwę.

Ks. Jan Nowakowski

( na podstawie publikacji ks. Kazimierza Hoły i ks. Tadeusza Solskiego

oraz  biuletynów kolpingowskich)

Ks. Jan Nowakowski – prezes Dzieła Kolpinga w Polsce i kustosz relikwii bł. ks. A. Kolpinga (od 2020 r.). Od ponad 10 lat jest prezesem Rodziny Kolpinga w Bochni. Zajmował się młodzieżą z Ruchu Światło-Życie, był kapelanem szpitala, a przez 34 lata – proboszczem parafii św. Pawła Apostoła w Bochni, którą organizował od podstaw. Uaktywnił wiernych świeckich w licznych grupach apostolskich, m.in. przez 15 lat prowadził teatr parafialny. Za aktywność kulturalno-społeczną został honorowym ambasadorem Bochni.

Powyższy artykuł ukazał się w:

Biuletynie Dzieła Kolpinga w Polsce „KOLPING” nr 3/2021, str. 18-19

Link do całego biuletynu w wersji on-line: Biuletyn_2021_03.pdf (kolping.pl)

Już dziś możesz pomóc

Wybierz kwotę, którą chcesz wesprzeć Dzieło Kolpinga

20 zł
50 zł
100 zł
250 zł